Warszawa
796-915-628
kontakt@animaliaszkolenia.pl

Teoria dominacji – czyli najbardziej szkodliwa i toksyczna koncepcja w treningu koni

Konie to silne zwierzęta. Prezentują szeroki wachlarz zachowań, które mogą choć nie muszą, stać się potencjalnie niebezpieczne dla zdrowia i życia człowieka. Od wieków próbujemy okiełznać ich naturę co prowadzi do stosowania przeróżnych wymówek i patentów, a także do tworzenia różnych koncepcji. Jednym z absolutnie czołowych robiących ogromną karierę jest tzw. teoria dominacji.

 

Z przerażeniem obserwuję trenerów zarówno na rynku Polskim jak i zagranicznym, którzy z przekonaniem wmawiają ludziom, że konia trzeba zdominować. Zwykle w tym kontekście pojawia się również kwestia respektu – dochodzimy do takiego poziomu absurdu, w którym za chwilę koń będzie potrzebować naszego pozwolenia aby oddychać. Zdaje się, że dominacja jest remedium na wszystko i jedynym słusznym wyjściem.

„Problem z kopaniem? Gryzieniem? Koń Cię dominuje! Pokaż mu kto tu rządzi! Nie daj mu wejść sobie na głowę!” to tylko kilka z haseł, które notorycznie czytam i słyszę od ludzi bywając w różnych stajniach. Znam też wielu, którzy chwalili mi się że nigdy nie karmią swoich koni z ręki, bo przecież kto to widział żeby „alfa” karmił swojego poddanego. Za każdym razem coś się we mnie kruszy i pęka jak patrzę na te „konie idealne”, którym ludzie odebrali prawo głosu i prawo do bycia koniem, które stoją jak kukły w stanie wyuczonej bezradności. To obrzydliwe, uważać że mamy prawo do stosowania przemocy. Każdy system, program, nazywa ją inaczej, ale bez względu na to w jakie słowa ją ubierzemy to wciąż bicie pozostaje biciem. Znęcanie się psychiczne również się w to wpisuje.

 

Sama w sobie presja nie jest zła, pod warunkiem że umiemy nią operować i jesteśmy na tyle delikatni na ile to możliwe. Rzadko kiedy jednak obserwuję ją w tym wydaniu. Znam dosłownie garstkę ludzi, którzy naprawdę potrafią się nią obsługiwać. Cała reszta w większości traktuje ją jako usprawiedliwienie, jako wymówkę i powtarza jak zdarta płyta „musiałem”. Musiałem dla swojego zdrowia, dla swojego dobra, dla swojej relacji o zgrozo. Jakim cudem doszliśmy do tego momentu, my koniarze, że uważamy, że relacje buduje się tylko przy użyciu kija? Jakim cudem nawet środowisko psiarzy, do niedawna również mocno zatwardziałe w teorii dominacj, mogło pójść na przód, a my wciąż twierdzimy, że kary cielesne są w porządku i kupujemy kolorowe baciki żeby je stosować z uśmiechem na ustach? Sam sprzęt nie jest zły. Złe jest natomiast nasze podejście do niego i sposób w jaki nim się posługujemy. Problemem są przede wszystkim złe wzorce. Od dziecka słyszymy o dominacji i konieczności „ustawienia” konia pod siebie. Ci sami ludzie, którzy wyrośli na tym gruncie potem uczą innych i powielają ten toksyczny schemat, siejąc informacje, która już dawno temu została obalona przez świat naukowców.

 

Dominacja jest koncepcją całkowicie wymyśloną przez człowieka. Coraz więcej publikacji mówi o tym, że relacje w stadzie nie są wynikiem określonej hierarchii, a opierają się na unikalnych związkach między członkami danej grupy. Samo przywódźtwo, na które powołuje się teoria dominacji jest zmienne, oznacza to że właściwie każdy koń może być inicjatorem ruchu i podejmować decyzje. Cytując dr McGreevy (2009 r.): ,,Nawet jeżeli konie posiadałyby hierarchię stadną to człowiek i tak by się w nią nie wpisywał”. Dzieje się tak m.in. dlatego, że zwierzęta te doskonale wiedzą, że nie należymy do ich gatunku. Po prostu. Zachowują się w stosunku do nas „po końsku” nie dlatego, że uważają nas za drugiego konia, tylko dlatego, że nie znają innego języka. Komunikują się na swój własny unikalny sposób, który bywa dla nas kłopotliwy i niezrozumiały, ale to w naszym interesie leży nauczenie konia co jest w porządku, a co nie. Nie musi się to odbywać w sposób agresywny i narzucający naszą dyktaturę. Zasad możemy konia uczyć poprzez wzmocnienie pozytywne bądź kombinację lekkiej, wyważonej presji z R+. Jest mnóstwo alternatywnych, humanitarnych metod treningowych opartych na empatii i obustronnym szacunku, że zamykanie się tylko na schemat presji i odpuszczenia jest zwyczajnie głupie.

Odniosę się jeszcze do kwestii agresji w stadzie. Zdrowy koń, w środowisku, które zaspokaja jego naturalne potrzeby, mający świadomość, że ma wszystkiego pod dostatkiem i nie ma potrzeby żeby walczyć o zasoby nigdy nie będzie powodować konfliktów. W grupie koni mogą pojawiać się problemy społeczne z wielu powodów, np. zły dobór osobników do jednej grupy, zbyt mało przestrzeni życiowej dla każdego z osobników, zbyt mało paszy objętościowej, klacze zbyt blisko ogierów itp. W momentach skrajnych konie będą wykazywać zachowania agresywne i będzie dochodzić do bójek. Nie jest to jednak kwestia walki o dominacje.

Konie nie funkcjonują jak korporacja. Nie ma wyścigu szczurów, nie głosują codziennie na swojego prezydenta. Jeśli stado jest dobrze dobrane i ma zapewnione wszystko czego potrzebują do życia to konie będą unikać konfliktów jak ognia. Wspólny czas spędzą na zacieśnianiu więzi, spaniu, jedzeniu i zabawie. Natura tak je zaprogramowała, że wiedzą że pojedynczo nie mają szansy na przeżycie, grupa jest więc ich podstawą przetrwania. Generowanie konfliktów nie leży w repertuarze normalnego końskiego zachowania.

 

Jeśli z koniem pojawia się jakiś problem, czy to w stadzie czy w towarzystwie człowieka to zawsze warto skonsultować go z dobrym specjalistą, najlepiej behawiorystą. Zrzucanie winy na dominację to droga na skróty, która nie daje rozwiązania. Zawsze trzeba szukać prawdziwego źrodła problemu, a przy okazji warto otworzyć się na nowe rozwiązania.

Zapraszamy również na nasze szkolenia!